Najnowsze Teksty
Wzorowe wychowanie – część 4 (Lipiec 12, 2018 11:27 am)
BÓG JEST MŚCIWY… (Czerwiec 24, 2018 9:10 pm)
OJCEM NIE JEST TEN KTO SPŁODZIŁ… (Czerwiec 24, 2018 9:06 pm)
JEŻELI POSTANOWIŁEŚ WEJŚĆ W SZAMBO… (Czerwiec 24, 2018 9:04 pm)
RELIGIA I HUMANIZM BRONIĄ “CIAŁA”… (Czerwiec 24, 2018 9:00 pm)
A MIAŁO BYĆ TAK PIĘKNIE… (Czerwiec 24, 2018 8:43 pm)
BOŻE OPÓŹNIENIE (Czerwiec 24, 2018 8:41 pm)


Duchy religijne

14 listopada 2017
...
351 Views

Wielu osobom, które lata temu opuściły szeregi, ławy i nawy kościoła katolickiego i przyłączyły się do kościołów ogólnie zwanych protestanckimi, wydaje się, że nie mają już nic wspólnego z religią w swoim życiu.

Ja też się tak ŁUDZIŁAM .

Oddała moje serce kochanemu Jeshua, gdy miałam osiem lat. 80% mojego życia spędziłam więc w kościołach protestanckich. Różnych. Zielonoświątkowych, baptystycznych, ewangelicznych …

Czasami wydawało mi się, że protestanci też są na swój sposób religijni… ale z pewnością nie ja… ja nie nakładam chusteczki w czasie modlitwy … nie odprawiałam modłów przed jedzeniem… jestem kobietą, a składałam i składam świadectwa i wrzucam nauczania do Internetu… nie mówiłam „chwała Bogu” na dzień dobry i „z Bogiem” na pożegnanie ..

Moje postrzeganie tego, czym religia jest, było bardzo powierzchowne i ograniczało się raczej do powtarzanych rytuałów i schematów plus jeszcze używanie sloganów protestanckich dla określenia pewnych zjawisk. Nie zdawałam sobie sprawy, że będąc tyle lat w tych kościołach, mogę być nieświadoma trwania w religii innego rodzaju.

Kiedy pierwszy raz pojawiłam się w Kościele Mocy,  doświadczyłam czegoś, czego nie doświadczyłam i nie widziałam nigdzie indziej… zobaczyłam WOLNYCH ludzi, którzy niczym nieskrępowani wyrażali swoją wolność i miłość do Boga, do Tatusia, do Ukochanego ich duszy.. a ja nawet nie umiałam wtedy myśleć o Bogu w takich kategoriach ..

zapragnęłam zmiany… 

zapragnęłam tego, co mieli oni…

wolności..

chciałam brać udział w świętowaniu życia razem z nimi..

Ale nie potrafiłam. Wszystko we mnie było pozamykane na tysiąc spustów. Wszystkie zwodzone mosty podniesione, żeby tylko nikt nie zajrzał w moje rany i w moją duszę.

Zraniona przez ludzi w kościołach  (protestantów) i wykrzywiona w poglądach na swój temat i temat Boga.. stałam z tyłu sali, mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy i o nic nie zapyta.. bałam się, że się rozsypię i nie udźwignę kalibru pytań, jakie ktoś może mi zadać.

Wiele razy słyszałam o tym, że ISTNIEJĄ demony zielonoświątkowe, baptystyczne i w ogóle RELIGIJNE … ale mój czas na pożegnani się z nimi .. dopiero powoli się zbliżał…

Doświadczałam bliskości z Bogiem.. słyszałam głos Ducha Świętego.. ale czułam, że moja wolność MA GRANICE. Czułam, że horyzont mojej wolności zamiast sięgać dalekiego bezkresu kończył się trzy kroki przede mną.

Udawało mi się nieraz wchodzić w ten rodzaj wolności, za którą tęskniłam, w trakcie uwielbiania w kościele… kiedy przebywałam w namaszczeniu.. ale kiedy te się kończyły… coś we mnie zamykało się… nie, nie relacja z Bogiem… ale wracałam do zachowawczej formy, która dawała mi fałszywe poczucie bezpieczeństwa.. a jednocześnie była dla mnie wiezieniem, z którego nie umiałam wyjść.. więzieniem w mojej duszy, głowie, myślach, wyobrażeniach i próbie znalezienia siebie w relacji z Bogiem.

Na jednym z nabożeństw w Kościele Mocy Agata i Artur Cerońscy modlili się o uwolnienie ludzi od demonów. Ja nie wyszłam do modlitwy ponieważ nie wiedziałam jak nazwać mój problem, nie umiałam go w żaden zwięzły sposób opisać.

W pewnym momencie Agata zaczęła gromić duchy religijne. Dopadł mnie nagle kaszel i czułam jak na wysokości mostka coś zaczyna się we mnie poruszać i mnie zatykać.

Wiedziałam, że jestem uwalniania! Boże mój, jak ja się cieszyłam! Nie widziałam wielu osób, które w trakcie uwalniania są szczęśliwe, ale ja byłam! WYŁAZIŁO ze mnie dziadostwo, które trzymało mnie w religijnych wnykach przez ponad 25 lat mojego życia! Jak mogłabym się nie cieszyć !!!

Dotarło do mnie, że to co mnie krępowało, to religia, to co nie pozwalało mi się w pełni cieszyć i przeżywać mojej wolności w Jezusie – to religia, to co hamowało moją spontaniczność i kazało ciągle uważać i być dostojną, poważną starą-maleńką, była religia, to, co kazało mi wstrzymywać się przed pokazaniem jaka jestem naprawdę, to, co wypaczało obraz Boga we mnie i mojej relacji z Nim – to religia! To, co sprawiało, że nie mogłam zapamiętać i przeżywać głęboko prostych bożych prawd w moim życiu, to była religia! To co blokowało moje relacje z innymi ludźmi to religia!!!

I w tę pamiętną niedzielę, dzięki modlitwie ludzi, którym oddałam autorytet i dzięki mocy Boga w nich i mojemu pragnieniu przyjęcia wolności od wszystkiego, co mnie ogranicza – ZOSTAŁAM UWOLNIONA OD DUCHÓW RELIGIJNYCH!

TAAAAAAK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Różnica była odczuwalna natychmiast.

Miałam wrażenie że słucham słowa, które było głoszone po uwolnieniu, nie uszami, ale sercem. Miałam odczucie, że to słowo wnika do mojego wnętrza, ale nie przez intelekt, czy rozum, ale przez klatkę piersiową i piję je każdą komórką mojego ciała i ducha!

Zaczęłam mieć głupawki i chichawki 🙂 wraz z wolnością przyszła naturalna spontaniczna radość i swoboda do śmiania się ! Tak jakby Bóg włączył mi poczucie humoru 🙂

W ciągu tygodnia myślałam sobie dużo o tym uwolnieniu i doszłam do wniosku, że ja na swój dziwny sposób czułam się wcześniej wolna.. ale dopiero, kiedy zostałam uwolniona zobaczyłam, że jestem prawdziwie wolna!

Zmienił się również mój sposób modlitwy. Nie udowadniam już Bogu, że wiem za co jestem Mu tak bardzo wdzięczna, nie robię Mu już codziennego raportu i wdzięcznej wyliczanki, żeby wiedział, że ja wiem… teraz wychodzę z moim Jeszu z domu i mówię „mój krok – twój krok, twój ruch – mój ruch…”, dużo też razem śpiewamy 🙂 to są nowe kawałki, tylko naszego autorstwa 🙂

W niedzielę, tydzień po uwolnieniu miałam też fajną wizję. Zobaczyłam piękną złotą koronę wysadzaną drogocennymi kamieniami. Kiedy do niej podeszłam, ja zrobiłam się mała, a korona urosła do ogromnych rozmiarów. Otworzyła się, jakby była wrotami, a ja weszłam do środka. W środku było wzgórze, na którym była ogromna, rozległa, zielona łąka.

Kiedy wrota korony zamknęły się za mną, ktoś wbił tuż przy niej potężny miecz, który był jeszcze większy niż ten mój Pałac z korony. Przyszła do mnie myśl, że moje królowanie i mój zarząd to odpoczynek na pastwiskach. Mój zarząd jest zarządem w odpocznieniu … jest taki miecz który mnie zawsze ochroni … Tata udzielił mi w Jezusie łaski w postaci wszelkiej mądrości i roztropności! Niczego nie muszę się bać. Już nie muszę się spinać i udowadniać.. brykam sobie na łące w koronie.. 🙂

Co więcej? Ludzie, zaczęli wyglądać inaczej. Jakoś piękniej tak 🙂 W ogóle jakoś łatwiej ich kochać 🙂 i przyjmować miłość.. nie tylko dawać.

Najważniejszą rzecz zostawiłam na koniec.

Nie wiem jak to wyjaśnić słowami, ale mam tylko słowa, żeby to opisać…więc jadę słowami..

Dotarło do mnie głęboko zdanie, które słyszałam wiele razy: „Jestem zjednoczona z Chrystusem”. Jestem z Nim jedno. Nie wyjaśnię. Dotarło do mnie objawienie tego zdania! Jakby ta świadomość upłynniła się i dotarła do mojego wnętrza, mojego serca do moich płuc, nerek, kolan, kostek i palców u stóp!!!!

Jestem zjednoczona z JEZUSEM, nie ma dla mnie potępienia, nie ma dla mnie ograniczać innych niż te, które sama sobie wymyślę! Zjednoczenie z Nim sprawia, że zarząd, który sprawuje w duchu jest lekki. Jest we mnie jego duch!! Nie pamiętam, żebym mnie to kiedykolwiek wzruszało. Zawsze było to jakieś majestatyczne i duże, ale odległe… i nie do końca moje.

A wiesz, co jest najlepsze… ? świadomość tego, że to wszystko, to dopiero preludium do życia wolności – a ja biorę wszystko!!!

 

Życia w wolności od religii kochani!!!

Polecam!

Brykająca na pastwiskach

Beata

 

.

Share This