Najnowsze Teksty
MATERIAŁ DOWODOWY!!! (Czerwiec 14, 2018 8:28 pm)
DECYZJA !!! (Czerwiec 13, 2018 1:19 pm)
” OD LAT JEDNO SERCE” (Czerwiec 11, 2018 2:55 pm)
W PRZEBUDZENIU DBAJMY O… !!! (Czerwiec 11, 2018 2:53 pm)
PRZYCZYNA UPADKU JUDASZA (Maj 28, 2018 8:58 am)


Wzorowe wychowanie – część 2

6 marca 2017
...
917 Views

 

Zasada wzoru – skuteczne wychowanie przez zaprezentowanie

 

Kor 4,14-16 “Nie piszę tego, żeby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć – jako moje najdroższe dzieci. Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; ja to właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie. Proszę was przeto, bądźcie naśladowcami moimi.”

Paweł w liście do Koryntian zwraca się do swoich słuchaczy (którzy wcześniej przyjęli jego zwiastowanie) jak do ukochanych dzieci. Od razu na początku możemy przeczytać, że przynosi napomnienie z miłości, a nie dla zawstydzenia. Relacja miłości wymaga mówienia o trudnych sprawach.

Jak poruszać trudne tematy, aby można było skutecznie rozwiązać problem bez zranień? – w miłości.

Dobrze przypominać sobie jaki jest cel napominania oraz pamiętać, że nie zawsze musimy reagować od razu, kiedy emocje są jeszcze bardzo silne. Wielu rodziców (szczególnie ojców) ma skłonność do „zamiatania trudnych tematów pod dywan” w myśl sloganów, że „jakoś to będzie”, „z czasem samo się ułoży” lub „kiedyś z z tego wyrośnie, w tym wieku dzieci tak mają”. Prawdą jednak jest to, że nierozwiązywane problemy kumulują się. Dzieci, które nie widzą silnych rodziców, rozmawiających o trudnych sytuacjach, stawiających czoła problemom – będą ich wiernie naśladować, tzn. będą odsuwać problemy na bok lub na później. Początkowo problemy mogą zdawać się małe – z czasem mogą jednak urosnąć do rangi dużo większych, takich jak np. uciekanie z lekcji, wagarowanie z powodu strachu przed surowymi lub wymagającymi nauczycielami lub niechęć/strach wobec konfrontacji z trudnymi rówieśnikami. A krok dalej czai się już odrzucenie i depresja. Silny rodzic to poczucie bezpieczeństwa dla dziecka. Silny rodzic, to taki, który sam czuje się bezpiecznie – nie jest możliwe nagłe „wygenerowanie” chwilowego spokoju w tak różnych i trudnych życiowych sytuacjach.

Wrócę na chwilę do zacytowanego wyżej fragmentu. Paweł zwraca uwagę, że na naszej drodze spotkać możemy wielu różnych doradców. Tak więc wiele osób będzie mówiło do naszych dzieci w czasie ich dorastania. Pojawi się wiele głosów, jednak ojciec jest jeden. Stabilność i konsekwencja w naszym działaniu stanie się silnym oparciem dla naszych pociech, kiedy pojawią się różne zdania czy opinie na ten sam temat. Będą wiedziały komu mogą zaufać, kto jest sprawdzonym i wypróbowanym oparciem. Z drugiej strony –oczywistym jest fakt, że nie możemy dać naszym dzieciom tego, czego sami nie posiadamy. Dlatego im bardziej przybliżamy się do Boga, tym więcej będzie w nas Jezusowego charakteru, a tym samy – więcej cech, które chcemy przekazać dzieciom.

Ew. Marka 3,14 „I powołał ich dwunastu, żeby z nim byli…”

Zapewne wielu z nas studiując Słowo Boże przemknęło nad tym wersetem bez większej refleksji, ponieważ wydaje się być oczywistym, ale…

Dlaczego Jezus chciał, aby uczniowie (po pierwsze i najważniejsze) z nim byli?

Dlaczego zostawił swój dom i zamieszkał z dwunastką obcych ludzi?

Co chciał w ten sposób osiągnąć, mając już pewnie świadomość swojego celu na ziemi?

Zrobił to, aby mogli go stale widzieć (jako normalnego człowieka, takiego jak oni, aby mogli z nim być kiedy jadł, pił, męczył się, spał, przeżywał emocje – cieszył się czy płakał), budować relacje miłości i zaufania. Po raz kolejny obserwujemy tu zasadę wzoru – przyglądanie się i naśladowanie zachowań tego, do którego chcemy być podobni. A skoro Jezus użył takiego sposobu, to znaczy, że jest najskuteczniejszy. Dobrze jest uświadomić sobie, że najlepszą „rzeczą”, jaką mogę dać moim dzieciom to JA sam, ponieważ one będą bardzo podobne właśnie do mnie (niezależnie od tego czy tego chcę, czy nie).

To bardzo ważna myśl, dlatego będę do niej wracał – zdecydowanie więcej czerpiemy ze wzoru niż nauki (dzieci nie robią tego co mówimy, ale to co robimy). Wprawdzie z wiekiem słowa nabierają coraz większej wagi, ale zasada, o której wspomniałem jest zawsze aktualna.

Łukasz 6,40 „Nie masz ucznia nad mistrza, ale należycie będzie przygotowany każdy, gdy będzie jak jego mistrz.”

Zastanawiałem się nad błędami, jakie popełniamy jako rodzice. Nie myślę tylko o błędach stricte wychowawczych, ale tych, które w sytuacjach dnia codziennego mogą mieć wpływ na dzieci. Przykład: rozmawiam przez telefon i jestem niemiły dla swojego rozmówcy, a rozmowie przypadkowo przysłuchuje się dziecko, czy też na przykład jestem nerwowy i zdegustowany narzekam w niekończącej się kolejce do kasy.

Kiedy jako rodzice popełniamy błąd to nie jest koniec świata. Jeśli tylko z tego błędu wyjdziemy prawidłowo, to dziecko zobaczy w nas wzór wychodzenia z błędów. Jak to zaowocuje? Nasza pociecha: (1) nie straci nadziei pokładanej w nas, a tym samym my nie stracimy autorytetu (2) nie ucieknie przed konsekwencjami, kiedy samo popełni błąd.

Jakiś czas temu poszedłem z młodszym synem (8l) do sklepu. Ja robiłem zakupy, a młodzieniec radośnie powoził wózkiem i podjeżdżał pod kolejne produkty, które wybierałem. Kiedy zatrzymałem się obok pieczywa na dłuższą chwilę – on ustawił wózek wzdłuż regału, żeby nie blokować przejścia. Po chwili stwierdził, że przejdzie sobie za róg. Nie wymierzył dobrze odległości, więc wózek zaczepił o stojące na najniższej półce napoje wyskokowe koloru herbacianego. Jedna z butelek spadła głośno na podłogę. Spojrzeliśmy na nią obaj, w pierwszej chwili nie pękła, ale wstrząśnięty napój pod ciśnieniem rozsadził osłabioną uderzeniem butelkę na dwie części. Szkło, rozlany płyn, charakterystyczny zapach wokół … emocje. Czerwona buzia syna patrzyła na mnie wielkimi i bardzo przestraszonymi oczami. Przytuliłem go, a potem spokojnie zapytałem, co z tym zrobimy? „Znajdziemy panią i powiemy jej o tym”- tak jest. Nie uciekamy, nie mówimy, że nic się nie stało, zmierzymy się z konsekwencjami, ale nie jesteś w tym sam.

W swojej pracy zawodowej miałem okazję poznać kilka osób, które nigdy nie przyznawały się do popełnianych błędów myśląc, że w ten sposób zbudują swój autorytet w oczach innych. Jak się można domyśleć, osiągnięty efekt był zupełnie inny od zamierzonego, a dodatkowo relacja z taką osobą jest niezwykle trudna do utrzymania w dłuższej perspektywie.

Wróćmy jednak do dzieci. Kolejna bardzo ważna kwestia – przeprosiny. Musimy przepraszać nasze dzieci, jeśli zachowamy się wobec nich niewłaściwie, a także wytłumaczyć im swój błąd jeśli dzieci widziały, że zachowaliśmy się nieodpowiednio wobec kogoś innego. Dzieci potrzebują zobaczyć, że my też wzrastamy, że też zmagamy się z problemami i pokonujemy je. Właśnie wtedy (zgodnie z zasadą wzoru) zachęcone naszą postawą, będą uczyć się jak radzić sobie w takich sytuacjach. Sposób w jaki przepraszamy jest również istotny – czasami lepiej, żeby upłynęło trochę czasu aby gniew ustąpił, ponieważ emocje nie mogą być wyznacznikiem naszych działań w żadnych okolicznościach (poruszę szerzej ten temat w części dot. dyscyplinowania). Przypomnijmy sobie te chwile z dzieciństwa, kiedy w różnych trudnych sytuacjach zmuszano nas do wypowiedzenia magicznego słowa „przepraszam” i w upokorzeniu zostawiano nas z pozornie załatwionym tematem. Takie postępowanie przynosi wiele szkody i niezrozumienia. Przepraszajmy dzieci w taki sam sposób, jak przepraszamy Boga czy innych ludzi. To nie jest oznaka słabości, a wręcz przeciwnie – to oznaka naszej siły, mądrości i dojrzałości.

 

Zastanów się teraz jaka sfera Twojego życia wymaga zmiany? Jakich rzeczy nie chcesz, aby twoje dzieci powieliły w swoim życiu naśladując Ciebie? Poproś Ducha Świętego, żeby pokazał Ci obszary, które musisz zmienić w pierwszej kolejności ze względu na dobro Twoich dzieci (zapisz wszystko to, co Duch Ci wskazał).

 

Relacje, które wiążą trwale

Relacje są podstawowym mostem, po którym możemy przewieźć nasze wartości do świata naszych dzieci (oraz innych ludzi). Są odpowiedzią na strach rodziców przed „okresem nastoletniego buntu”, który w ogóle nie musi mieć miejsca, jeśli stworzymy dzieciom odpowiednie środowisko poczucia akceptacji, miłości i bezpieczeństwa.

Pamiętamy cały czas o celu, którym jest świętość.

Jesteśmy już świadomi, że najważniejszym nauczycielem w życiu mojego dziecka jestem „ja”.

To, co chcemy osiągnąć, to zbudowanie takiej relacji z dzieckiem, której nic nie zerwie. Im silniejsza jest relacja, tym większe prawdopodobieństwo rozwiązania każdego problemu, który pojawi się na naszej wspólnej drodze. Jak tego dokonać? Oto kilka wskazówek z nieba:

1Tesaloniczan 2;7-8 “…chociaż jako apostołowie Chrystusa mogliśmy być w wielkim poważaniu; przeciwnie, byliśmy pośród was łagodni jak żywicielka, otaczająca troskliwą opieką swoje dzieci. (8) Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy.”

W powyższym fragmencie autor pokazuje matczyny aspekt rodzicielstwa: łagodność, otaczanie troskliwą opieką oraz życzliwość.

Bożą receptą na rodzicielstwo jest „oddawanie swoich dusz”, innymi słowy – mamy dać dzieciom siebie. Dawanie siebie to jest przede wszystkim poświęcenie czasu i uwagi oraz prezentowanie Jezusa w nas. Możemy wieloma pięknymi i wielkimi słowami zapewniać, jak ważne jest dla nas nasze dziecko, jednak najlepiej pokazać to przez bycie razem. Bóg dał nam swojego Ducha, abyśmy nigdy nie byli sami, abyśmy mogli skutecznie budować z Nim więź, która przetrwa każdą próbę. Podobnie jest z budowaniem relacji międzyludzkiej – nie zbuduje jej żadna wirtualna sieć społecznościowa, SMS-y ani e-maile.

1Tesaloniczan 2;11-12 “Wszak wiecie, że każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, napominaliśmy i zachęcali, i radzili, abyście prowadzili życie godne Boga, który was powołuje do swego Królestwa i chwały.”

Tutaj z kolei widzimy ojcowski aspekt rodzicielstwa. Może się on wydawać mniej miłosny i czuły, ale wcale nie musi taki być. Odpowiedzialność ojców koncentruje się na wychowaniu duszy, a narzędziami wymienionymi w powyższym fragmencie są:

  • zachęcanie (pobudzanie do działania) – dzieci potrzebują naszego entuzjazmu, szczególnie w początkowych etapach zmagania się z nowymi wyzwaniami. Nie chodzi mi tutaj o realizację niespełnionych ambicji, ale o wspieranie naszych latorośli w odkrywaniu i realizowaniu talentów, które Bóg w nich zdeponował. Angażując się, przeżywamy razem z dziećmi nimi (jesteśmy na widowni w czasie szkolnych występów), reagujemy na bieżące wydarzenia codziennego dnia mówiąc: „jesteś najlepszy”, „nie poddawaj się”, „kocham cię”, „jestem z Tobą”, „następnym razem wyjdzie ci jeszcze lepiej”. Ojcowie, pamiętajcie, nie ma takiego czasu, kiedy wasz syn lub córka przestają potrzebować słyszeć, że ich kochasz (!!!) Pamiętajmy o tym. Mam 37 lat i do dzisiaj nie usłyszałem tych słów od mojego ziemskiego taty. Gdybym nie spotkał Jezusa, pewnie i ja nigdy nie powiedziałbym moim synom, że ich kocham, a nasza relacja byłaby okradziona z głębi, której nic innego nie zastąpi.
  • napominanie (zwrócić komuś uwagę, przestrzec przed czymś lub nakazać spełnienie obowiązku), radzenie oraz przestrzeganie. Na pierwszy rzut oka nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, musimy jednak stale pamiętać o celu – nie osiągniemy odległego i szczytnego celu, jeśli nie będziemy wierni w małych sprawach dnia codziennego. Z czasem sami zobaczymy, że konsekwentne stosowanie tych metod będzie prowadzić do bardzo pozytywnych rezultatów, a przy okazji scementuje relacje zaufania. Pamiętajmy, że wysyłane przez nas komunikaty do dzieci muszą być proste, czytelne. Jeśli powtarzasz coś po raz kolejny, przyklęknij obok swojej pociechy, weź jego/jej głowę w dłonie i skieruj na siebie – wtedy powiedz spokojnie to, co masz do powiedzenia i poproś o potwierdzanie czy zrozumiał. To bardzo prosta czynność, a jej skuteczność jest wręcz nadzwyczajna. Stawiaj dziecku realne wymagania. Nie powierzaj mu zadań, których nie będzie umiał wykonać, ponieważ doprowadzisz go/ją do niepotrzebnej frustracji. Poświęć mu/jej czas i naucz, a kiedy się już nauczy np. wiązać sznurowadła czy sprzątać pokój, już nigdy tego za niego nie rób. One lubią swoje obowiązki, czują się wtedy bezpieczne, potrzebne i mają świadomość udziału w prowadzeniu domu, co będzie rodziło poczucie odpowiedzialności – i to nie tylko za siebie.

Przykład napominania (wersja dla ojców:) – etap 1. „Kochanie nie wydaje mi się, żeby spotykanie się z tym chłopakiem było dobre, nie rób tego”, etap 2. „Kochanie mówiłem ci o tym, że to nie jest dla ciebie dobre, a widzę, że nadal to robisz, proszę zakończ to”. Etap 3. „Każę ci zakończyć …., jeśli przekroczysz tę granicę pojawią się konsekwencje – kocham cię tak bardzo, że nie będę tolerował zachowań/działań/decyzji, które przynoszą zniszczenie do Twojego życia”.

Bardzo ważną zasadą jest, abyśmy nie stawali w opozycji do naszych dzieci, ale (zgodnie z prawdą) pokazywali im, że jest to nasz obowiązek wynikający z miłości oraz powołania jako rodzica. Podejmij decyzję, że dopóki dzieci mieszkają pod Twoim dachem, nie będą się kierowały egoistycznymi wyborami.

Kiedy pierwszy raz powiedziałem do syna, że Bożą wolą jest, abym nauczył go posłuszeństwa, ponieważ pewnego dnia stanę przed Bogiem, aby zdać z tego sprawę , On popatrzył na mnie i zupełnie poważnym tonem powiedział „rozumiem tato”. Dziecko, które ma stabilnie określone „ramy” jest dużo szczęśliwsze i ma większe poczucie bezpieczeństwa, niż to wychowywane w sposób popularnie zwany ‘bezstresowym’, gdzie często samo decyduje o sobie (nie będąc do końca pewnym czego chce, ani nie znając konsekwencji swoich wyborów).

Prawdy dotyczące relacji:

– im silniejsza relacja z dzieckiem, tym większa szansa, że przejmie ono Twoje wartości i przekonania,

– im słabsza relacja z dzieckiem, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że przejmie Twoje wartości i przekonania.

Nie mamy takiej mocy być idealnymi i bezbłędnymi rodzicami, nie mamy też mocy wychowania doskonałych dzieci. Ale to, co z całą pewnością możemy stworzyć – to środowisko, w którym dla dzieci naturalnym będzie podejmowanie właściwych decyzji, czyli szukanie Boga i jego dróg. Chociaż ostateczna decyzja zawsze będzie dziecka (każdy z nas zna przykłady cudownych rodziców, których dzieci zbuntowały się i stoczyły, oraz złych rodziców, których dzieci wyrosły na Bożych ludzi). Ale my – zróbmy to, co do nas należy. Stwórzmy dom z wyraźnie wytyczonym celem, w którym Ty jesteś wzorem do naśladowania w stawaniu się podobnym Chrystusowi.

Szczególnie u nastolatków obserwujemy napięcie, stres i pewne trudności wynikające z okresu intensywnego przeżywania szkolnych relacji i problemów. Są one w pewnym sensie „normalne” dla tego wieku i musimy mieć świadomość, że w związku z tym nasze relacje będą poddane próbie. To jest tylko kwestia czasu, ale próba ta nie musi być problem. Możemy odpowiednio przygotować się na ten i każdy inny czas – właśnie poprzez zbudowanie silnych relacji zaufania. Dlatego właśnie tak ważne jest tworzenie relacji i spędzanie czasu z dziećmi. Aby one zawsze wiedziały, że ich kochamy, nawet jeśli zdarzy im się jakiś upadek czy potknięcie. Żeby wiedziały, że zawsze jesteśmy dla nich, że czekamy.

 

8 kluczy do budowania trwałych więzi:

  1. Bezwarunkowa miłość. Jeśli dajesz dzieciom do zrozumienia, że kochasz je tylko kiedy są grzeczne – to oglądasz właśnie początek swojej porażki. Nie możemy kochać za coś, albo tylko w pewnych okolicznościach i dawać im to do zrozumienia. Wiem, że dzieci profesjonalnie wyprowadzają rodziców z równowagi, ale podejmij decyzję, że bez względu na to, co dzieci zrobią będziesz je kochał.
  2. Zaplanowany czas. Nie prowadzimy osobnego kalendarza służbowego i osobnego domowego. Czas z rodziną należy planować tak samo skrupulatnie i przemyślanie, jak każdy inny czas – szczególnie, kiedy obowiązki służbowe przychodzą za nami do domu, lub sami nie mamy dyscypliny w zostawianiu ich w pracy. Zaplanuj wspólne wydarzenie z dziećmi i tylko z Tobą. Dzielcie się doświadczeniami, budujcie wspomnienia – kemping, wesołe miasteczko, wspólny wypad za miasto lub do miasta. Tak naprawdę, nie chodzi o to, w co (mówimy że) wierzymy, ale o to, co naprawdę wypływa z naszego wnętrza, naszego serca, sposobu w jaki żyjemy. Kiedy dzieci widzą, na co wydajemy pieniądze, jak planujemy nasz rozkład dnia, kalendarz, kiedy obserwują jak mówimy, jak prowadzimy samochód, kiedy się modlimy, a kiedy nie.
  3. Skupiona uwaga. Wyłącz telewizor. Słuchaj tego, co mówią dzieci, bo to właśnie uwagą pokazujemy, że to, co dzieci mówią jest dla nas ważne. Jakiś czas temu miałem możliwość czytać nt. bardzo ciekawego badania socjologicznego, które wykazało, że większość młodocianych przestępców przyznawała, że rodzice bardzo rzadko poświęcali czas aby słuchać o ich problemach. Przeważnie pokazywali jedynie, że słuchają, ale problemy pozostały nierozwiązane.
  4. Kontakt wzrokowy.
  5. Ciągła komunikacja. Kilka obserwacji co do efektywnego wykorzystywania wspólnego czasu: 1) wspólne jedzenie, to nie jest wspólna podróż do McDonalda czy KFC, w drodze na 3 trening w tym tygodniu; 2) nic się nie stanie, jeśli czasem opuścisz trening, żeby spędzić czas z dzieckiem (mimo że trener będzie patrzył na Ciebie jak na dezertera ;). Sport jest dobry, ale życie nie może obracać się wokół sportu. Ty i Twój zbawiony syn będziecie mieli większy wpływ na świat niż tysiące rodziców, którzy poświęcili życie dla zdobycia kolejnego pucharu. Nieustannie prezentujemy wzór postępowania dla dzieci; 3) czas wieczorny – czytaj biblijne historie i wymyślaj/opowiadaj własne (wymyśliłem kiedyś historię o smoku KICKU, który wypił całą wodę w okolicy i sobie poszedł i tak powstała Sucha bez Kicka ;)) – to był taki pluszowy smok, młodszy syn dostał go kiedy miał 3 lata – historia żyje do dziś.
  6. Dotyk pełen znaczenia. Nigdy nie przestawaj przytulać. Jeśli córka nie otrzyma męskiej uwagi od Ojca, będzie szukała jej gdzieś indziej. Dzieci lubią się siłować, ponieważ pragną czułości i dotyku, ale nie chcą się wprost do tego przyznać (jak myślicie, dlaczego?). Jeśli dzieci od małego widzą jak przytulasz się z żoną, jak trzymacie się za ręce na spacerze, to budujesz ich poczucie bezpieczeństwa (a zapewniam was, że dzieci widzą wszystko).
  7. Wspólna zabawa. Nie przeduchawiajmy czasu z dziećmi (studiowaliśmy dziś biblię tylko 4h, to teraz naucz się kolejnych 5 wersetów, a w drodze na szkółkę biblijną Cię odpytam), ponieważ obraz Boga będzie dla nich zafałszowany, a zamiast relacji stworzymy kolejny zbiór wymagać i zasad bez życia (czyli religię). Relacje nie mogą być „sztywne”. Spróbujmy robić to, co dzieci lubią. Nie oglądajcie tv (na początek w wybrane dni), nie graj na komputerze, a wtedy „z nudów” pojawi się chęć nauki gry na instrumencie, albo pojawi się ukryty talent. Po cudownym dniu krótka spontaniczna modlitwa (bez jakichś religijnych ram) – dziękuję Ci Ojcze za cudowny dzień, za moje dzieci itd. Jeśli są takie sytuacje – możemy zawsze je wykorzystać.
  8. Wspólna modlitwa. Rozmawiamy wspólnie o tym, o co każdy chce się modlić, a potem mamy czas na deser. Modlimy się dziękując, ale modlimy się też w trudnych chwilach. Modlimy się o rodzinę oraz o sprawy bliskie dzieciom. Pokazujemy radość i Bożą moc w tym jak żyjemy i jacy jesteśmy.

 

Pozytywne rodzicielstwo wymaga ciągłych korekt i nieustannego weryfikowania, ponieważ jest to proces, który się nie kończy i w dodatku nie jest stały, tzn. pewne rozwiązania są skuteczne przez pewien czas. Jeśli pojawia się coraz więcej frustracji – nie zapominajmy, że Bóg jest rozwiązaniem – jeśli coś nie idzie jak trzeba, niech dzieci widzą, że przychodzisz z tym do Boga.

1Jana 1,9 “jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”

Zasada procesu. Kiedy zobaczymy błąd w swoim rodzicielstwie, chybimy celu, zawsze możemy i powinniśmy przyjść z tym do Boga. Mamy Boże Słowo, Bożego Ducha i społeczność wierzących – możemy swobodnie czerpać z tych źródeł. Pamiętaj, że bez względu na sytuację w której się znalazłeś – nigdy nie jest za późno. Jest nadzieja na wprowadzanie zmian w każdym czasie i ma każdym etapie życia. Kiedy chcesz zmian w swojej relacji z dziećmi, zacznij od siebie – namierz problemy i powiedz o nich głośno – nazwij je przed Bogiem i pamiętaj, że Jego łaska jest mocą do zmiany.

Warto również zidentyfikować to, co jest dobre i działa prawidłowo w Twojej rodzinie.

 

Współczesne badania zachowań pokazują, że zbyt długi czas spędzany przed komputerem, telewizorem czy tabletem wywołuje u dzieci wiele negatywnych skutków, oto niektóre z nich:

  • Nadpobudliwość i trudności z koncentracją (bardzo szybki potok obrazów – często po kilka w jednej sekundzie – uszkadza zdolność skupiania uwagi; bombardowane dźwiękiem i szybko zmieniającymi się obrazami mózgi nie są w stanie nadążyć za akcją z linearnym myśleniem, są natomiast poddane ciągłej, potężnej stymulacji sensorycznej i emocjonalnej).
  • Zmiany w strukturze i funkcjonowaniu mózgu dziecka.
  • Brak umiejętności językowych, ponieważ głównym narzędziem mediów elektronicznych jest obraz, nie słowo.
  • Brak umiejętności myślenia i rozwiązywania problemów (język i zdolność koncentracji to główne narzędzia myślenia).
  • Zanik wyobraźni (dziecku trudno konkurować ze sztabami dorosłych grafików opracowujących animacje do filmów lub gier komputerowych, więc rezygnuje z tworzenia własnych obrazów i wyobrażeń).
  • Nieumiejętność przewidywania konsekwencji – w telewizji i grach ważne jest tu i teraz.
  • Lenistwo umysłowe, nawyk biernej i bezkrytycznej konsumpcji produktów kultury masowej.
  • Niecierpliwość, potrzebę ciągłej zewnętrznej stymulacji i rozrywki, szybkie popadanie w nudę.
  • Niezadowolenie z własnego wyglądu podsycane celowo przez kulturę masową i przemysły kosmetyczne oraz modowe lansujące nierealistyczne i niezdrowe standardy wyglądu i urody, co może prowadzić do zaburzeń w jedzeniu i/lub do depresji.
  • Niezadowolenie z dotychczas posiadanych rzeczy.
  • Zanik wrażliwości, znieczulenie na cudzy ból i krzywdę w realnym życiu.
  • Ograniczenie kontaktów z rówieśnikami, pogorszenie stosunków z członkami rodziny.
  • Obniżenie umiejętności społecznych i wskaźników inteligencji emocjonalnej.
  • Brak czasu i chęci na inne zajęcia (sport, czytanie, własną twórczość, rozmowy itd.).
  • Zaburzenia w rozwoju fizycznym.
  • Lęki i fobie, pesymizm, niepokój, nieufność.
  • Wady wzroku, wady postawy, otyłość.
  • Chroniczne zmęczenie.

Nadmiar godzin spędzonych przed ekranem i wybór nieodpowiednich programów czy gier zakłóca rozwój dziecka we wszystkich sferach – fizycznej, psychicznej, intelektualnej i społecznej.

Jeśli powyższe objawy już wystąpiły, mam dla Ciebie kilka propozycji rozwiązania sytuacji – oto co warto zrobić:

  • Usunąć telewizor i komputer z pokoju dziecka i ustawić go we wspólnej przestrzeni domu – jeśli w ogóle jest wam potrzebny.
  • Ograniczyć ilość czasu spędzanego przed ekranem (zarówno swojego, jak i dzieci).
  • Wspólnie z dziećmi wybrać kilka programów w tygodniu (np. trzy) – mądrych, rozwijających lub przynoszących rozrywkę na odpowiednim poziomie.
  • Towarzyszyć dzieciom podczas oglądania lub grania oraz rozmawiać i wyjaśniać wątpliwe treści. Pokazywać konsekwencje.
  • Zaproponować ciekawe, wspólne spędzanie czasu; zamiast telewizji, gier komputerowych i surfowania po Internecie – czytanie, zabawy, rozmowy, wspólne wyprawy – nawet zakupy mogą być fajną rodzinną przygodą z edukacją w tle, a nie męczącą przeprawą przez alejki pełne pokus dla dziecięcych oczu i rąk z nieodłącznym hasłem na ustach „nie dotykaj tego”.

Kiedyś w jednym z sklepów meblowych widziałem dantejską scenę, w której mały chłopiec (około 7-8 lat) sterroryzował na placu zabaw całą rodzinę krzycząc w niebogłosy z powodu odebrania mu przez 5-letnią dziewczynkę dostępu do plastikowej kuchenki mikrofalowej do odgrzewania fikcyjnych posiłków dla lalek i misiów. Mama chłopca bezskutecznie siłowała się z nim przez kilkanaście minut próbując odciągnąć go z placu zabaw. Następnie do akcji wkroczył dziadek, któremu (co rzadko się zdarza dziadkom) puściły nerwy i złapał chłopca w pół próbując go wynieść do samochodu, ale nie udało mu się z powodu zręczności młodzieńca, który kurczowo trzymał się filaru. Trwało to wszystko dosyć długo, wprawiając babcię w stan przedzawałowy, a tłumy ludzi w konsternację i sloganowe komentarze „niewychowany”, czy „jak można tak dziecko skrzywdzić”. Ale wiemy doskonale, że to zachowanie nie wzięło się z nagłego „opętania legionem demonów”, tylko z kilkuletniego procesu nie poświęcania uwagi dziecku i jego problemom. Swoją drogą, na zakupach można zaobserwować bardzo wiele podobnych patologii w relacjach rodzinnych, które są maskowane przez rodziców miną mówiącą: w domu tak się nie zachowuje. Rzadko, ale zdarzają się przypadki, które budzą zachwyt – kiedyś będąc z żoną w restauracji zauważyliśmy przy stoliku obok, Ojca, który w niezwykle szarmancki sposób zwracał się do swojej kilkuletniej córki i uczył zachowania przy stole oraz radzenia sobie ze sztućcami – był to tak uroczy i niecodzienny widok, że nie mogliśmy oderwać wzroku.

Pamiętajmy – dzieci uczą się głównie poprzez obserwowanie dorosłych. Jeśli sami spędzamy czas wolny przed ekranem komputera czy telewizora, będzie to oczywista i naturalna aktywność także dla naszych dzieci! Jeśli natomiast widzą nas np. z książką, na spacerze, w modlitwie na kolanach, uprawiających sport, to właśnie one staną się wyznacznikiem tego, gdzie warto kierować swoją energię. A tak przy okazji – czytajmy dzieciom, czytajmy z dziećmi, słuchajmy jak dzieci czytają! (bezcenne)

Kiedy skończysz lekturę tej części przeanalizuj 8 kluczy i zastanów się, które z wymienionych obszarów funkcjonują u Ciebie dobrze, a w których potrzebujesz korekty. Wypisz je sobie i opisz, co chciałbyś zastosować w praktyce i nie odkładaj tego na jutro. Po prostu zacznij to robić.

Wiedza jest niezbędna, to prawda, jednak to praktyka spowodowała, że Jezus zaczął publicznie głosić, uzdrawiać, uwalniać, a potem wziął na ramię krzyż, na którym oddał życie, abyśmy mogli pojednać się z Bogiem. Praktykuj – to może zmienić cały świat.

 

Ważne słowa: Przepraszam Cię i Wybacz mi proszę.

Michał Zięcina

tel. 600-377-897 FB

Część 1 – kliknij tutaj.

2 Komentarzy

Share This