Najnowsze Teksty
POTĘGA KOŚCIOŁA ! (Listopad 2, 2018 7:44 pm)
GDY SŁOWO CIAŁEM SIĘ STAJE (Listopad 2, 2018 7:41 pm)
Pamiętaj… (Październik 1, 2018 7:53 pm)
DAJ SOBIE POMÓC !!! (Październik 1, 2018 7:47 pm)
NIE BÓJ SIĘ I DZIAŁAJ !!! (Październik 1, 2018 7:36 pm)
NIE ZAPOMINAJ! (Wrzesień 11, 2018 7:06 am)
JESTEM… (Wrzesień 11, 2018 7:00 am)
NIE LICZ SIĘ Z RELIGIĄ !!! (Sierpień 28, 2018 1:47 pm)
ANTYCHRYSTUSOWOŚĆ !!! (Sierpień 28, 2018 1:39 pm)
ŻYJ NA MAKSA… (Lipiec 27, 2018 2:18 pm)


Jak spotkałem Jezusa

2 lutego 2017
...
2 211 Views

Nazywam się Leszek Burchardt. Urodziłem się w polskiej katolickiej rodzinie. Mój ojciec w ciele był rolnikiem, a mama kaletniczką zanim nie wyszła za mąż za mojego tatę. W wieku 4 lat przeprowadziliśmy się z wioski o sympatycznej nazwie Nowe Dolno do Elbląga. Moi rodzice mnie kochali prawdziwą miłością, jednak mój tata miał problem z alkoholem, a poza tym był dobrym człowiekiem, nie był agresywny ani nic podobnego. Mama zaś miała problem z tatą z tego powodu, że pił – była bardzo nerwowa. Jednak moje dzieciństwo było szczęśliwe i mimo że było parę smutnych chwil, to zdecydowanie przeważały szczęśliwe momenty beztroskiego dzieciństwa. Moją osobowość, która się wtedy ukształtowała najlepiej pokazują świadectwa otrzymywane przeze mnie w szkole podstawowej – średnia ocen 5.0, a zachowanie nieodpowiednie. Byłem zdolnym dzieckiem i mimo, że nie uczyłem się zbyt dużo miałem dobre rezultaty. Kolegów dobierałem sobie takich, którzy też nie spędzali zbyt dużo czasu na nauce. Imponowało mi bycie niegrzecznym i bardzo podobało mi się jak mówią na mnie zdolny, ale leniwy. W wieku 13 lat upiłem się do tego stopnia, że trafiłem do szpitala na odtrucie, w wieku 14 lat pierwszy raz zapaliłem marihuanę, a w wieku 15 paliłem już ją codziennie i próbowałem innych narkotyków.

Zawsze lubiłem sport, który uprawiałem odkąd pamiętam w jakieś formie, w wieku 16 lat rozpoczołem treningi bokserskie. W dziedzinie sportu też jestem zdolny, więc po jakimś czasie zacząłem osiągać pewne rezultaty, a chęć bycia lepszym trzymała mnie na dystans z używkami, które stosowałem (jak to wtedy myślałem) w zdrowych ilościach. W międzyczasie rozpocząłem studia dzienne i zacząłem nawet prace na 3\4 etatu. Miałem w miarę poukładane życie. Po drugim roku studiów pokłóciłem się z moim trenerem i zacząłem wypełniać swój wolny czas imprezowaniem. Imprezy szybko nabrały ostrego tempa, moi znajomi byli w dużej części mniej lub bardziej zawodowymi przestępcami. Taki melanż kończył się niejednokrotnie po 5 dniach – było dużo alkoholu różnego rodzaju narkotyków i innych złych rzeczy. Koledzy pomagali mi zarobić niejednokrotnie pieniądze, żebym mógł się z nimi bawić nie patrząc na koszty. W między czasie dalej pracowałem i skończyłem studia licencjackie, a dostrzegając początki choroby alkoholowej zmniejszyłem ilość alkoholu a z narkotyków poprzestawałem na marihuanie.

Kiedy skończyłem 3 i pół roczne studia przyszedł czas na podjęcie decyzji co dalej zrobić ze swoim życiem. Alternatywy widziałem dwie – albo praca (mój kierunek to administracja samorządowa i finanse publiczne), którą szybko odrzuciłem bo była zbyt mało płatna przynajmniej na początku, a ja chciałem już teraz mieć dużo pieniędzy. Drugą alternatywą była kariera przestępcza, której byłem bliższy, lecz świadomość nieuniknionej w takim wypadku prędzej czy później odsiadki odciągnęła mnie od tego pomysłu. Pojawiła się możliwość wyjazdu do Szwecji, gdzie mój kolega miał mi znaleźć dobrze płatną pracę. Postanowiłem, że pojadę tam na rok i odłożę pieniądze aby pójść na studia magisterskie na bardziej “komercyjny” kierunek. Spakowałem walizkę, wziąłem wszystkie pieniądze jakie miałem i 200 gram amfetaminy, żeby ją z dużym zyskiem sprzedać za morzem.

Rozpocząłem swoje nowe życie. Praca była nie najgorzej płatna, a z czasem coraz lepsza. Dorabiałem sobie sprzedając amfetaminę i dokonując drobnych kradzieży. Do Szwecji przyjechałem w roku 2010 w lipcu. Na wiosnę 2011 roku zaczęły się dziać w moim życiu dziwne rzeczy. Zaznaczam, że nie byłem wtedy narodzony na nowo, byłem martwy duchowo, a doświadczyłem czegoś czego jak wieżę doświadczali mężowie Boży w czasach starego przymierza – działania Ducha Świętego z zewnątrz. Chodziłem w stanie niesamowitego szczęścia i miłości, którą chciałem się ze wszystkimi dzielić, resztki ostatniej dostawy amfetaminy wyrzuciłem do toalety, bo uznałem to za śmieci nie warte tych pieniędzy. Nowych rzeczy uczyłem się w mgnieniu oka. Mój pracodawca był mną zachwycony. Byłem tak pracowity jak nigdy przedtem i to niezależnie czy była to praca bardziej wymagająca, czy zamiatanie piasku żeby zasypać szczeliny na położonej kostce – sprawiało mi to niesamowitą przyjemność. Wstawałem o 5 rano dzień w dzień jak nowo narodzony (w ciele nie w duchu). Zdarzyło mi się przewidzieć przyszłość 2 razy – sam nie mogłem w to uwierzyć. Tylko, że to odeszło po jakimś czasie, a w moje życie wtargnęło zniechęcenie i brak progresu. Pojawiły się konflikty ze znajomymi i ogólnie smutek w życiu. Do pracy zacząłem chodzić niechętnie.

Żyłem tak tęskniąc za tymi kilkoma wspaniałymi miesiącami do wiosny roku 2012. Wtedy rozstałem się ze swoją dziewczyną, zbiegło się to z okresem kilku tygodniowego przestoju w pracy. Większość moich znajomych mieszkała w innych rejonach Sztokholmu i siedząc całymi dniami niemalże sam w domu, poza wyjściami na siłownie i aby pokopać piłkę z jednym znajomym, odczułem straszną samotność. Zacząłem czuć się najgorzej w swoim życiu, wszedł we mnie lęk, przechodziłem nerwice i nie mogłem spać w nocy. W trakcie kolejnej nie przespanej nocy przyszła mi do głowy myśl, która nie była moja. To Duch Święty przekonał mnie o grzechu – wiedziałem, że muszę wołać do Boga o ratunek. Zacząłęm się modlić, najpierw przez jakiś czas przypominałem sobie modlitwę “Ojcze Nasz”, którą pamiętałem z dzieciństwa, ale ciężko mi było ją powtórzyć. Od dawna nie odmawiałem żadnej modlitwy – nawet w religijny sposób, ale po wielu próbach udało mi się. Zacząłem mówić do Boga różne słowa, nie pamiętam ich teraz, ale to co wiedziałem to to, że przyszedł do mnie jako Osoba. Byłem mu bardzo wdzięczny i wiedziałem, że już nie muszę się zmagać, że już nie muszę dawać rady, że to jest za mną. Wtedy narodziłem się na nowo.

Rano wstałem i świat już nie był taki sam, od tej pory wiedziałem, że On jest na pewno i poznałem czym jest wiara, a wiara jest pewnością. Wiecie wcześniej w swoim życiu w różnych etapach miałem różne poglądy jednym z nich był nawet taki pogląd, że Jezus jest Synem Bożym i że umarł za grzechy świata, ale to był tylko pogląd i on się zmieniał. Od tamtej nocy miałem wiarę, czyli miałem pewność Jego obecności i naprawdę nic nie było w stanie zabrać mi tej pewności. To co przeżyłem wydawało mi się bardzo dziwne – myślałem, że nie wiele ludzi ma takie szczęście, żeby doświadczyć Boga w taki sposób. W okresie po moim nowym narodzeniu żyłem wciąż w sposób jaki był dla mnie wygodny. Choć nie chciałem już popełniać przestępstw to dalej paliłem marihuanę, a czasami używałem kokainy. Nie zarabiałem już pieniędzy na przestępstwach, ale dalej dużą część moich znajomych byli przestępcy i ludzie źli. Pozwalałem im na siebie wpływać i funkcjonowałem w systemie warowni demonicznych z gromadą dobrze się we mnie czujących demonów. Moje poglądy na wiele rzeczy zaczęły się zmieniać jak się później okazało na poglądy zgodne ze Słowem. Jednak dalej funkcjonowałem w sposób, jaki bym teraz określił jako idiotyczny. Potrafiłem czasem odebrać coś od Boga, w momencie gdy atakowało mnie przygnębienie rozbijało się o skałę, która była w Duchu i odchodziło – zawsze wtedy przypominałem sobie moment nowego narodzenie i wróg natychmiast odchodził. Pamiętam jednego dnia Bóg powiedział do mnie tytułem filmy “Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, bo nie znałem Biblii. Mówię o tym, żeby pokazać jak wielka jest Jego łaska i jak bardzo, niezależnie od tego jak nie uświęcone są nasze dusze, On ma staranie o każdego, który jest Jego dzieckiem.

W roku 2014 dla odmiany na jesieni zacząłem myśleć aby odezwać się do mojego przyjaciela, który również mieszkał w Szwecji (sam go zresztą tam sprowadziłem). Od 2011 roku byłem z nim skłócony, a od 2012 nie miałem z nim żadnego kontaktu. Tego dnia zachciałem do niego zadzwonić. Wydało mi się głupie, że nie rozmawiamy ze sobą, a już od dawna nie byłem na niego zły. Kiedy odebrał telefon był zaskoczony i spodziewał się awantury. Zapewniłem go, że nie chce się kłócić – wtedy zaczął mówić mi o Bogu, opowiedział mi swoje świadectwo jak w okresie gdy nie mieliśmy kontaktu doświadczył w bardzo nadprzyrodzony sposób Boga i Jego miłości. Od razu mu uwierzyłem, choć ta opowieść dla człowieka niewierzącego wydaje się niemożliwą. Zaczęliśmy się spotykać, rozmawialiśmy o Bogu, ale i paliliśmy marihuanę. Na jednym z tych spotkań wypaliłem dość dużo, a miałem mieć spotkanie z klientką (prowadziłem wtedy działalność gospodarczą w Szwecji, nie wiedząc o tym zbyt dużo doświadczałem też Bożego błogosławieństwa w sferze finansowej, ale źle je wykorzystywałem). Wiedziałem, że muszę się zdrzemnąć. Poprosiłem Tomka (tak ma na imię mój przyjaciel), żeby mógł się zdrzemnąć u niego. Chciałem się położyć na podłodze i tak też zrobiłem. Po chwili poczułem światłość, która delikatnie weszła we mnie przez usta. Było to przyjemne, miłe. Po chwili spoczęła w miejscu tuż pod moją klatką piersiową i zaczęła się rozszerzać i pulsować. To co wtedy ze mną się działo było niesamowite, nie chciałem żeby ta chwila się skończyła. Jednak automatycznie wręcz wstałem na 5 minut przed zaplanowanym wcześniej czasem wyjścia – byłem w 100% trzeźwy, ale zupełnie zaskoczony tym co się ze mną działo. Wiedziałem, że ten proces był w jakieś części kompletny i że to pochodziło od Boga. Później dowiedziałem się, że Jezus wtedy tchnął we mnie swojego Ducha. Od tego czasu zacząłem widzieć trochę inaczej. Dalej funkcjonowałem w swoich warowniach, ale bardzo tego nie chciałem. Zacząłem widzieć rzeczywistość duchową. Jak wszedłem na dyskotekę wiedziałem, że tam jest orgia demonów, będąc na konfrontacji sztuk walki zobaczyłem jak śmierć się panoszy, a na koncercie hip-hop’owym widziałem mnóstwo miłości własnej. W każdym z tych miejsc panoszyła się bezprawnie jakaś zwierzchność. Zacząłem też coraz bardziej widzieć swój chory sposób funkcjonowania. Jestem przecież dzieckiem Bożym, a funkcjonuje jak świnia. Tomek znalazł wtedy nauczania Artura Cerońskiego zacząłem ich słuchać. W pewnym momencie coraz bardziej świadomy złego sposobu życia pozwoliłem zaatakować się potępieniu. Wziąłem wtedy Biblię i powiedziałem: Boże ja nic nie wiem, oczyszczam swój umysł, naucz mnie wszystkiego od nowa. Wtedy Tomek powiedział, że przeprowadza się pod Warszawę, żeby znaleźć się w kościele Artura. Z miejsca zapragnąłem i ja tam się przeprowadzić. W czerwcu 2015 przyjechałem do niedawno powstałego Kościoła Mocy na kilka dni, żeby najpierw poznać ludzi, którzy tu są i upewnić się, że to miejsce jest dobrym kierunkiem. Wracałem ze 100% pewnością. Przez 2 miesiące domykałem sprawy w Szwecji i zacząłem bardzo świadomie uczyć się słychać Głosu Bożego. Nauczania Artura, Derka Prince`a i lektura nowego testamentu układały mi rzeczy w głowie. Przyjeżdżając pod koniec sierpnia niby przypadkowo trafiłem na początek cyklu nauczań “fundamenty wiary” i “szkoła wiary”. Położyłem solidny fundament na skale, którą jest Chrystus, na tej skale, na której rozbijały się ataki przeciwnika, kiedy jeszcze tego fundamentu nie było. Na oczyszczony umysł została położona zdrowa płyta apostolsko-prorocza, a teraz stawiam mury, których nic nie ruszy, bo stoją na skale nie wzruszalnej. Przyjeżdżając tu nie miałem żadnych perspektyw, a mimo to wszystko mi się powiodło. Wtedy potrzebowałem usługiwania – byłem zagubiony, teraz sam mogę usługiwać innym. Jestem w cudownym procesie uwalniania Bożego życia wprost z mojego ducha na zewnątrz, aby pokazywać światu jak wspaniały jest ten, który mnie uratował Jezus Chrystus!

.

Share This